niedziela, 20 stycznia 2019

Nadzieja - pigułka naiwnych

BY Freeman IN , , , No comments

Taki jest koniec nadziei
Jak już wcześniej pisałem, jestem wariatem i jak każdy wariat miałem nadzieję, że muszą nastąpić zmiany i przekonanie, że skoro jest tak źle, to zmiana musi być tylko na lepsze.
O św. Matyldo, to już nie jest wariactwo, tylko naiwność. 
Mieć nadzieję, to ufać opatrzności. 
Mieć nadzieję, to trzeba ufać. Czemu, komu? 
Żeby ufać, trzeba mieć podstawy.  
A ja nie miałem żadnych. Nie znałem faktów, nie znałem przeszłości, nie znałem historii.
Gdybym ją znał, chociaż tak jak teraz, nie hodował bym nadziei i tworzył adekwatną, własną rzeczywistość.
Nie mogę sobie darować, że pusty slogan doprowadził mnie do miejsca, w którym leżał dowód, że nadzieja to matka głupców. Widocznie jednak go potrzebowałem.
Zawdzięczam to internetowi i swoim poszukiwaniom. 
Może nie powinienem? 
Może, lepiej żyć w błogiej niewiedzy? 
Niestety, tego nie potrafię. 
Teraz, opierając się na faktach historycznych i tych dzisiejszych, nie mam złudzeń i wiem, że za mojego życia nie doświadczę zmian na lepsze.
Nie wieje optymizmem? No to co?
Wciąż ma być happy? Cool? 
Dajcie mi jeden powód historyczny z tysiąc letniej historii tego kraju, który by świadczył inaczej niż to, że jesteśmy narodem skłonnym do samo unicestwiania. Do samowoli i sobiepaństwa. Pieniactwa i roszczeniowości. Podzieleni ponad wszelkie normy przyzwoitości. Zadufani w swojej misji zbawiania świata i okolic.
Turek to turkuś, Rosjanin to rusek, Czech to pepiczek, Anglik to angol, Francuz to żabojad, Niemiec to szwab, każdy Azjata to ciapaty.
Żadnego szacunku do sąsiadów i do siebie samych.
Czy to mają być podstawy do nadziei na lepsze zmiany?
Trzeba wielu pokoleń, aby te zmiany nastąpiły i ogromnej pracy edukacyjnej. 
Ale tego nie będzie.
Nie są tym zainteresowani rządzący, tym bardziej kościół, a i wszyscy im podwładni, też nie pokazują, że tego chcą.
Dlatego, kiedy żona mówi mi, że coś znowu zdrożało nie mówię - kochanie, niedługo będzie lepiej. Mówię jej, przyzwyczaj się, bo to nie koniec tylko początek tego co nas czeka.
Co jest lepsze? Nadzieja czy jej brak?
Kiedy nie mamisz się nadzieją, potrafisz lepiej przygotować się na ciężkie czasy. 
Ci z nadzieją, biorą kredyty.  
Ile może wynieść RRSO z nadzieją? 15, 20, 25%? Może nawet 50%.
Nieważne, bo ten kredyt spłacać będą wszyscy. Wierzący, niewierzący, z nadzieją i bez. Beznadzieja dotknie wszystkich. 
Nietknięci zostaną tylko rządzący i pasterze tej trzody.
A mistrz Zen ostrzegał:
"Nie ufaj nikomu, wtedy będziesz wszystkim ufał jednakowo".

Starość

BY Freeman IN , No comments

Na starość powinny wydłużać się ręce a skracać nogi, żeby łatwiej było zakładać skarpety. Tymczasem najbardziej skraca się pamięć a wydłużają się włosy w nosie. No i oczywiście jest sprawa wyglądu, który niekiedy sprawia bardzo przykry widok. Wspaniałe zdjęcie fotografki Imogen Cunnigham doskonale oddaje różnicę między ubraną po czubek głowy starością a rozebraną do naga młodością. Łączy a jednocześnie dzieli ich wspólny, wyrastający z ziemi pień drzewa. Stoi i stać będzie zawsze, bo tych dwóch stanów, nigdy połączyć w całość się nie da. Zawsze coś musi się rodzić i coś umierać. Tego nie zmieni żaden bóg i żadna medycyna. Z włosami w nosie można sobie poradzić ale na utratę pamięci przydałby się jakiś środek. Łatwiej byłoby, młodość sobie przypominać.
Tylko po co?

Ostrzegator I

BY Freeman IN , , , , No comments














Ciąg dalszy nastąpi wkrótce, czekają przygotowane ale muszę nauczyć ich cierpliwości. Opornie idzie im ta nauka. Wciąż pchają się na ekran i ciągle wrzeszczą coś o jakichś lajkach.
Jak ktoś wie, niech mnie oświeci. Ja będę się upierał przy swoim. Nie wszystko naraz. Pośpiech w stwarzaniu świata przysporzył jedynie ogromnej ilości idiotów. Gdyby stwórca się tak nie spieszył, 7 dni - no, no, moglibyśmy teraz mieć, klawe życie. 

piątek, 18 stycznia 2019

Paweł Adamowicz prezydent Gdańska

BY Freeman IN , , No comments

Zamordowany 13.01.2019 Gdańsk
Czy może być coś bardziej ohydnego, bestialskiego od pozbawienia życia człowieka w chwili, czynienia przez niego dobra, dla wielu ludzi?  
Może. 
To, coś gorszego. To ci, którzy za tym stoją. 
To ci, którzy swoim działaniem doprowadzili do tego, że ten, który fizycznie tego dokonał uważa się za bohatera.
To, że był podobno chory psychicznie, oznaczać może jedynie, że był podatny na wpływy ludzi rozsiewających jad nienawiści.
Gdyby to było działanie, jednego człowieka, można by uznać to za rzecz marginalną, zwykły przypadek losu.
Można by uznać, że takie rzeczy się zdarzają.
Ale nigdy w sytuacji, kiedy scena polityczna zieje nienawiścią niemal do wszystkiego co inne.
Człowiek, to istota społeczna i robi to, co powszechnie uznawane jest za dopuszczalne. 
Jeśli prawo, nie posadzi go na ławie oskarżonych z powodu choroby psychicznej, to w jego miejscu powinni znaleźć się wszyscy ci, którzy postawę nienawiści propagowali, uznając ją za dozwolony element walki politycznej. 
Nie znałem człowieka, ale jego śmierć wywarła na mnie ogromne wrażenie, jak żadna inna. 
Czy rodzi się chęć odwetu?
Tak. Rodzi się taka chęć, ale nie do bezpośredniego sprawcy.
Do tych, którzy teraz próbują mi wmówić, że to wybryk szaleńca i dalej robią swoje.
To oni, powinni zasiąść na ławie oskarżonych i zbiorowo za to odpowiedzieć, w taki sposób, jak postępowali z innymi grupami zawodowymi.
Jeśli taka chęć, pojawi się u wielu ludzi, to nie może być traktowana jako przejaw nienawiści, tylko potrzeba wymierzenia sprawiedliwości. 
Aby w końcu stało się jasne, czym kończy się szerzenie nienawiści.
Nasz ból i cierpienie, żeby nie wiem jak był wielki, nie oczyści z nienawiści. 
Tylko, odpowiedzialność za nią, to zrobi.

Jestem wariatem

BY Freeman IN , , No comments

Jestem wariatem. To żadne odkrycie. Byłem nim od zawsze, nie zdając sobie z tego sprawy. 
Teraz z całą świadomością mogę to potwierdzić i wcale się tego nie wstydzę.
Jestem wariatem, który wierzył w funkcjonowanie wartości w stosunkach międzyludzkich. 
Wierzyłem, że dostajesz to co dajesz. 
Wierzyłem że szczerość jest ważna, że uczciwość przynosi owoce, że sprawiedliwość zwycięża, że kłamstwo ma krótkie nogi. 
Był nawet czas wiary, że Bóg nierychliwy ale sprawiedliwy.
Nie dosyć że wierzyłem, to byłem do tego absolutnie przekonany. 
Wierzyłem tak długo aż do momentu, kiedy zostałem całkowicie pokonany. Z ranami na każdej części ciała, znalazłem się na skraju przepaści i dopiero wtedy, otworzyły mi się oczy.   
Ale i wtedy mówiłem, że to niemożliwe. To nie prawda. 
To musi dać, pozytywny efekt. Dało, ale odwrotny.
Każdy kto próbował, starego psa nauczyć nowych sztuczek, doskonale wie jakie to trudne a czasem wręcz niemożliwe.  
Tak właśnie działo się ze mną. 
Nowe sztuczki okazywały się za trudne. Cały wysiłek poszedł na marne. Zostawał tylko żal i bezsilność.
Nie miałem wyboru. Zostałem niezmiennie wariatem, głoszącym zupełnie inne wartości niż te, które we mnie zadomowiły się na stałe.
W wyniku braku zrozumienia, zacząłem izolować się od ludzi, by w końcu dojść do wniosku, że oni posługują się wartościami, jak frazesami, w ogóle ich w życiu nie stosując. 
Moralność Kalego, jest tak powszechna jak powietrze a Don Kichot jest doskonałym bohaterem dla literatury, który  przegrał w życiu swoją walkę i został synonimem wariata. Wiatraki trzymają się dobrze.  
Musiałem być odbierany w podobny sposób.
Kiedy dotarło do mojej zwariowanej głowy, że to nie ja się izoluję od ludzi, tylko że to ja, jestem przez nich izolowany, było już za późno.
Dlatego, pod koniec własnego życia, mogę spokojnie powiedzieć, że jestem wariatem i nic już tego nie zmieni.
Czy to ma jakieś dobre skutki? Nie.
Takiego wariactwa się nie diagnozuje. Gdybym dostał żółte papiery, mógł bym bezkarnie działać. Obrażać innych, domagać się sprawiedliwości i uczciwości w sądach, w handlu i sam nie wiem gdzie jeszcze i byłbym traktowany z pobłażaniem. 
Wiadomo wariat.
Niestety uznanie się samemu za wariata nie daje takich możliwości, nawet gdyby wszyscy tak myśleli, potrzebny jest papier. 
Żółty papier o stwierdzonym wariactwie.
Nie mam. 
Muszę więc siedzieć cicho, bo zamiast za wariata, uznają mnie za szkodliwego wywrotowca, starającego się zmienić, panujące powszechnie obyczaje.

wtorek, 8 stycznia 2019

Can Can

BY Freeman IN , , No comments



Świetne sceny, prosta fabuła kryminalna i ten Can Can. 
No i rzecz najważniejsza, nie ma ani jednej zjebanej reklamy.
Uczta dla starganej duszy, bez czasu na kawę czy herbatę ale zawsze można ją sobie zrobić wcześniej. 
Ten film, to także część mojej tęsknoty. Nie, nie za tamtymi czasami, które były znacznie gorsze od obecnych ale za tą atmosferą, trudną do nazwania. 
Trudną, bo przekazywaną przez filmy i powieści.
Prawdziwej przecież nie znam. Nie mam pojęcia, jak było naprawdę i nie bardzo miałbym ochotę to sprawdzać. Zwłaszcza, że nie mam żadnego szlachetnego rodowodu i mógł bym je poznać, tylko od strony chłopskiego lub miejskiego plebsu, którego los nie był do pozazdroszczenia, tym bardziej, że posmakowałem obecnego. 
Opierając się na powieściach i filmach, mogę sobie pozwolić na wirtualną tęsknotę za nimi. Ba, mogę je nawet gloryfikować, narzekając na upadek piękna i szlachetności w naszych czasach.
Ale nie będę. 
Film jest po prostu świetny i w konwencji z moich czasów, które lubię bez przerwy. Półtorej godziny, oderwania od rzeczywistości. 
W sam raz, na czasy izolacji w czterech ścianach.

Tęsknota

BY Freeman No comments

Latarnia nadziei?
Tęskni się za ukochaną. Za wymarzonym domem i trudno policzyć, za jakimi rzeczami ludzie tęsknią. Za wakacjami, wczasami i za wycieczką na Bali z ukochanym, przeważnie pięknym i bogatym. 
Ostatnio, niektórzy, za wygranymi z PiSem wyborami. 
Nie powiem że ja nie, kiedy cierpnie mi skóra na widok tego co się dzieje. 
Jednak tęsknota moja, gdzie indziej się ukrywa.
Zastanawiam się tylko, czy warto ją na wierzch wydobywać. Wspominanie braku, potrafi potwornie boleć. Skręca bebechami i skowyczy pod czerepem, aż głowa staje się nie moja. Wszyscy chcą tylko jednego, zainteresowania całkowitego, zbyt często swoją bylejakością. Moja emigracja wewnętrzna, którą zastosowałem przerywając poszukiwania, sprowadza się do pisania. 
Czytają. Podyskutować, już jakoś nikt nie chciał a może nie potrafił.
Pytają tylko, dlaczego w moim pisaniu, jest tyle smutku. Ja go jakoś nie widzę. Humorystyczne, wywołują salwy śmiechu a po nich pustka. Zero, nul. 
Dla mnie, to, to jest smutek bez refleksji.
Piszę o wszystkim, co mi po zwojach mózgowych neurony dyktują. 
Lepiej żeby poszły do druku, zamiast snuć się po głowie. 
Ostatnio coraz trudniej mi to idzie, jakby mniej w tym podniecenia a więcej zastanowienia. Zwłaszcza na blogu, gdzie trzeba sprawdzać, niemal za każdym razem, jak wygląda po wyświetleniu. Bo to jakby, dwie różne strony.
Lepiej sprawdzać na bieżąco, poprawianie całego tekstu to koszmar. Wklejanie, wcześniej napisanego tekstu, stwarza te same problemy.
No to, jest jak jest.
Co to było z tą tęsknotą? Starość nie radość i każda ma swojego Alzheimera. 
No tak. To tęsknota za spotkaniami, gdzie rozmawiało się o tym, co się czytało, co się napisało czy namalowało. Zadymione kawiarnie, pełne gwaru i świeżo palonej kawy. 
Ktoś ćwiczył na fortepianie, ktoś czasem występ dawał i zawsze o jakiej porze by się nie przyszło, było z kim pogadać. 
Teraz, żaden znany mi lokal, nie ma swojego specyficznego klimatu. Kiedyś były kawiarnie, gdzie spotykali się adwokaci, dziennikarze i artyści, licealiści i studenci. 
Oni tworzyli klimat niepowtarzalny tych miejsc i tego mi brakuje.
Bo w żadnej, nie było telewizora.
Ale bardziej tęsknię za spotkaniami w małym gronie ludzi, gdzie nie rozstrzyga się rodzinnych problemów, wymienia  przepisami kulinarnymi i wciąż gada o żarciu. 
Byłem też na kilku spotkaniach autorskich i wynudziłem się okropnie. 
Oszukują. Mało kto jest prawdziwy.
To nie to. Na pewno.
Zostanę sam, ze swoją tęsknotą i ze swoim pisaniem.
To już nas będzie trzech. Tęsknota, pisanie i ja.
Kosmici na Ziemi, tak mają.